Psychologia, życie i kultura

Prestiż

Idealny tytuł. Wiele mówi, a może raczej obiecuje. Taki wabik na naszą uwagę. To tytuł filmu, z 2006 roku, w reżyserii Christophera Nolan’a i ze scenariuszem który stworzył wspólnie ze swoim bratem Jonathanem Nolan’em.

Film oczywiście nie najświeższy, ale jak to w dobrym kinie, potrafi poruszyć i pobudzić do refleksji nad ludzką naturą, niezależnie od daty ekranizacji. Oczywiście na uznanie zasługuje i gra aktorska i scenografia i kostiumy, dopracowane ujęcia kamery i sposób prowadzenia widza przez historię.

Główną oś fabuły oparto na rywalizacji dwóch bohaterów – Roberta Angier’a (Hugh Jackman) i Alfreda Borden’a (Christian Bale), którzy zawodowo zajmują się iluzją. Każdy z nich jest niewątpliwie bardzo ambitny, zdolny i pracowity. Jak to bywa, różnią się też piękne indywidualne. Angier ma większy polot w konferansjerskich fragmentach swoich występów, natomiast Borden zaskakuje i zachwyca kreatywnością swoich sztuczek.

Momentem, który determinuje ich karierę zawodową, to wypadek podczas występu prestidigitatorskiego, w którym traci życie żona Angier’a. Można uznać, że owa tragedia jest przyczyną wszystkich nieszczęść, które wydarzają się w życiu obu bohaterów. Zresztą Nolan, sam jak zręczny iluzjonista odsłania tylko fragmenty historii, do końca zwodząc widza i utrzymując w niemal dziecięcym zadziwieniu do końca.

Z tych wszystkich powodów polecam obejrzenie filmu, tym którzy jeszcze tego nie mieli okazji zrobić.

Jednak dla mnie najbardziej poruszające było to, że dwóch wybitnych ludzi, potrafiło swój talent używać w sposób szkodliwy, a wręcz zagrażający i niszczący siebie, a także swoich bliskich. Myślę, że akurat ten model motywacji, zachowania i realizacji siebie, można zobaczyć i współcześnie u wielu. Myślę, że warto obejrzeć ten film także dlatego, żeby zastanowić się co napędza ciebie lub kogoś z twojego otoczenia do działania?

Obaj panowie stosują strategię: „cel uświęca środki”, „po trupach do celu”, „po trupach na szczyt”, „… po PRESTIŻ”. Który z nich wygrywa? Czy w ogóle jest wygrany? W moim odczuciu ich zaciekłość, zawiść, nienasycone EGO, pozostawiają w tle bardzo smutny, naznaczony cierpieniem i ofiarami krajobraz. Czy ma on coś wspólnego z samodoskonaleniem? Bo chyba o to chodziło obu panom? Albo mogło chodzić, gdyby nie kierowali się głownie chęcią dominacji. Tak warto obejrzeć film, żeby zobaczyć jak negatywne emocje, uczucia, działania prowadzą wprost do katastrofy. A gdyby wyobrazić sobie, że panowie potrafią ze sobą współpracować i uzupełniają się wzajemnie swoimi talentami? Może staliby się niedoścignionymi czarodziejami wszech czasów?

 

No jeszcze tylko fakt śmierci Julii Angier (Piper Perabo) – żony Roberta. Może właśnie ta utrata przemienia go w „potwora” niezdolnego do wybaczenia, do kochania, do uznania zalet innych i słabości własnych? Możliwe… Tylko dlaczego w momencie końcowej konfrontacji ze swoim rywalem nawet o tym nie napomknie? Dlaczego???

Z tymi pytaniami chcę Was zostawić. Dzielcie się swoimi refleksjami. Pozdrawiam

Małgorzata Odrowąż-Petrykowska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *